sobota, 31 stycznia 2009

Volvo : Ford - 1:0

Właśnie jechaliśmy do domu i miałam w planach już nowego, obiecanego dawno posta o naszym pobycie w Helsinkach i byłby się on tutaj pojawił gdyby nie to, że ... wjechał we mnie przygłuchy kretyn!!! No bo oczywiście co się może przydarzyć Asi w obcym kraju? Stłuczka! Tak! Hurra!!! No masakra, teraz się będę dogadywać z fińską ubezpieczalnią, już się cieszę...

A było to tak: pusta droga, mało ruchliwa, osiedlowa, już między blokami Student Village. Już prawie czuć zapach pizzy, która czeka na nas w domu. Na środku tej drogi stoi Volvo, więc nauczona doświadczeniem staję w bezpiecznej odległości od niego (jakieś 5m) i w tym samym czasie on włącza wsteczne i zaczyna cofać. Na to ja w przypływie geniuszu naciskam na klakson i trąbię i trąbię i trąbię (razem pewnie z 10-15 sekund!) a on dalej cofa, aż w końcu ŁUPS! i prosto w mojego biednego Fordusia. Roztrzaskał mi trochę zderzak, ale nic nie odpadło (na razie) - Kuba mówi, że nie odpadnie - wierzę mu, nic lepszego mi nie pozostało :/ Reflektory na szczęście całe, ale trochę go chyba pogięło. Potem czekaliśmy 15 - 20 min na Poliisi, kazali mi dmuchnąć i zabrali się za spisywanie. Nie mam serca robić zdjęć teraz... Może dołączę je poźniej, chociaż to trochę obdzieranie Forda z jego prywatności :/
Co do Poliisi to wierzę im na słowo, że napisane tam jest, że to wina Fina. Mam takie wrażenie, że tam jest napisane: Jukka Vuorio (ten pan) wjechał bezczelnie i z premedytacją w "de Lavalin autoon GA 3044A (puola)". Puola oczywiście znaczy Polska.
Czekam na komentarze pełne szczerych wyrazów współczucia.

Chcesz zobaczyć co zostało z forda?
Kliknij poniżej:


To niestety nie jest tylko kwestia połamanego plastyku - maska się trochę wybrzuszyła i światła się przesunęły, dyskretnie, ale jednak...






Czytaj dalej...

piątek, 23 stycznia 2009

Update okolicy

Nie wiem jak u Was, ale tu zmienił się nieco wystrój, teraz okolica wygląda tak:



W razie gdybyście się zastanawiali o której godzinie zrobiłam to zdjęcie to spieszę z odpowiedzią - o 9, w drodze do szkoły. Myślę, że można zrozumieć taką dużą częstość występowania depresji tutaj i należy zacząć im współczuć ;) Żeby było jeszcze ciekawiej to dodam, że wczoraj nam nasz kolega Fin powiedział, że tu, w Turku i tak jest jasno - "przejedziecie się do Laponii to zobaczycie"... Hmm, już nie wiem czy tak bardzo chcę jechać na północ...
Na mnie taka mała ilość słońca nie wpływa jakoś bardzo silnie. Jestem tylko prawie ciągle zmęczona, ale składam to na karb walki z AMG o stypendia. Naprawdę, już mam dość nerwów, ale oni ciągle dokładają kolejne szpile. A my nic nie możemy na to poradzić... Ostatecznie na ich zwlekaniu i nie uszanowaniu naszej zmiany nr konta straciliśmy najprawdopodobniej 450 zł. Trochę sporo. Dochodzi problem z płaceniem polskimi kartami - nie zawsze się udaje. Dziś na stacji benzynowej nie przyjął znowu 2 polskich kart bankomatowych i 1 kredytowej Visa. No dobra, już nie będę marudzić.
Jutro jedziemy do Helsinek, w niedzielę idziemy na galę zamykającą Europejskie Mistrzostwa w jeździe figurowej :) Jakby ktoś chciał oglądać to polecam Eurosport g. 14:30 polskiego czasu.
Pozdrawiamy
Czytaj dalej...

środa, 21 stycznia 2009

Ciekawy fiński zwyczaj...

Moi! (Cześć!)

Dzisiaj mieliśmy całkiem pracowity dzień w Klinice Laryngologii. Generalnie dla laików nic ciekawego. Ale w ramach rekompensaty mamy zagadkę. Na zajęciach spotkaliśmy pielęgniarkę wybierającą się na emeryturę. Poznaliśmy ją po:

a) różowym kolorze fartucha,
b) szczerbatym grzebieniu zawieszonym na szyi,
c) "kapciach króliczkach",
d) uśmiechu na twarzy,
e) tym, że dostawała od wszystkich kopniaka w zadek?

Otóż prawidłowa odpowiedź to B!
Na białej wstążeczce takiej jak do pakowania prezentów miała zawieszony grzebień pozbawiony prawie wszystkich zębów (nie wiemy czy w buzi miała komplet). Jak się okazuje na jakiś czas przed emeryturą wieszają sobie na szyi grzebień i każdego dnia odłamują jeden ząbek. Ponieważ pamięć już nie ta, odliczają w ten sposób dni do emerytury (tej pani zostały jeszcze 2). Podobno zwyczaj ten wziął się z wojska. U nas piją i robią sobie chusty, a w Finlandii bawią się grzebykami...
Pozostaje nam do wyjaśnienia kwestia kolorowych plastykowych grabek i łopatek do piaskownicy zawieszonych na niektórych stojakach do kroplówek. Ale tę tajemnicę postaramy się zgłębić w następnym odcinku...
Pozdro

Czytaj dalej...

niedziela, 18 stycznia 2009

Rzut oka na okolicę

Niestety, uczelnia nie obciąża nas dużą ilością zajęć, więc cały weekend się lenimy. Niestety - dlatego, że możemy mieć problem ze skończeniem studiów w terminie jeśli dalej przedmioty, które trwają w Polsce 2 tygodnie tu będziemy je robić przez 4. Ale spokojnie, pracujemy i nad tym...
Żeby jednak nie przyrosnąć do krzesła przy komputerze postanowiłam w sobotę się przejść na orzeźwiający spacerek (nawet bardzo orzeźwiający: - 13,5 stopni) po okolicy.
Wynikiem tego spaceru są nowe zdjęcia. Najbardziej optymistycznym akcentem jest oczywiście cmentarz zaraz na wyjściu z domu :) No, ale cóż... Przynajmniej nie mieszkamy w "suicide apartments" - to te, które mają okna wychodzące na cmentarz, jak poinformowała nas nasza Finka zaraz po przyjeździe tutaj :) Mają tu bardzo specyficzne poczucie humoru.

Przy okazji przestroga na przyszłość dla wyjeżdżających na Erasmusa z AMG - należy się uzbroić w baaardzo duże fundusze, bo póki co wygląda na to, że pieniądze możemy ujrzeć i w maju !!! Dłuuuga opowieść naprawdę, ale generalnie z takim chamstwem jak w Dziale Współpracy z Zagranicą to się już dawno nie spotkałam. Kłamią nam w żywe oczy i wykręcają się od ponad 3 m-cy, żeby tylko jeszcze nie przelewać pieniędzy... A na życie tutaj to mamy mieć nie wiem skąd ... i może nie podpowiadajcie mi w komentarzach skąd powinnam mieć ... ;)

I jeszcze dodatek dla fanów humoru w stylu Monty Pyton albo dla fanów Dr House'a:
An understanding barman
Your name, Sir?
Czytaj dalej...

środa, 14 stycznia 2009

W banku

Hej!

Póki co zwiedziliśmy jedynie kampus (ale za to dość dokładnie) i częściowo Miasteczko Studenckie, zdjęcia i dokładniejsze opisy będą później. Jednakże podczas załatwiania różnych pilnych spraw w ciągu pierwszego tygodnia pobytu byliśmy świadkami dość nietypowych scen w banku Nordea. Mianowicie przyszedł pan, ledwo stojąc na nogach, w obdartych ciuchach, taki typowy fluś (nie - nie typowy fluś spod budki z piwem, z żoną i dziesiątką dzieci w domu, rozdysponowującymi pozostałą połowę renty. Ten pan wyglądał na bezdomnego. - przyp. tłum.), silny zapach alkoholu wkomponowywał się elegancko w smród od dawna nie pranych ubrań i nie mytego ciała, wziął numerek i usiadł w kolejce. Chwilę później nadeszła jego kolej i pan ten, mocno niepewnym krokiem podszedł do okienka po czym odszedł stamtąd z kartą kredytową w ręku... Nie wiem czy w GE by to przeszło, może niech się wypowie ekspert ;)
Jakby tego było mało niedługo po nim do tegoż samego okienka podszedł inny pan. Na oko 40-50 lat, zwyczajnie ubrany i zupełnie normalnie wyglądający, z siatką. Warto tu nadmienić, że pani w tymże okienku wyglądała na damę - zadbana, elegancka, spokojna. No więc ów pan zaczął wyjmować ze swojej siatki plastikowe świnki-skarbonki pełne drobniaków i jedną po drugiej podawał pani, ona je jakoś otwierała (rozkręcała kawałek dna?), po czym z miną pokerzysty wytrząsała z niej drobne do bankowego, plastikowego worka. Każdą z 4 skarbonek wytrząsała parę minut. Na koniec lekko się uśmiechnęła, zamknęła szczelnie worek, skinęła panu głową i się rozeszli każde w swoją stronę :) Istny Monty Pyton, myślę, że powinni się wybrać do Finlandii po natchnienie.

Pozdrowienia
Czytaj dalej...

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Podróż

Hi Guys!

Postanowiliśmy sobie ułatwić nieco życie i zamiast odpowiadać po kilkanaście razy na te same pytania będziemy umieszczać swoje przemyślenia tutaj, co Wy na to? :)


Na start zdjęcie niezwykle pakownego, szalenie luksusowego i komfortowego samochodu jakim jest Ford Escort. Wiem, jak Cyganie... Nie udało się nam zrobić zdjęcia w środku w kabinie (żeby przykładowo zobrazować odległość głowy kierowcy od przedniej szyby), bo nie było miejsca na tak skomplikowane manewry ;)


Co do podróży to była przede wszystkim dłuuuga. Z Gdańska do Sztokholmu czas umilali nam panowie robole jadący na roboty do Szwecji/Norwegii, których głównym zajęciem było picie, darcie się oraz zaczepianie innych. Wstyd nam było za nich okrutnie, zwłaszcza, że jednego z nich ochrona po wielu próbach uciszenia i doprowadzenia do jako takiego spokoju ostatecznie zakuła w kajdany i sprowadziła gdzieś do izolatki. Plus tego wszystkiego był taki, że jak już posnęli to i nam się udało pospać - nawet do 9!

Drugim etapem był pobyt w Sztokholmie, co wszystkim gorąco polecam. Niestety, na spacer po centrum mieliśmy tylko 1 dzień, ale w tym mrozie (ok. -10 -15 stopni) przemieszczaliśmy się tak szybko (żeby nie zamarznąć), że udało nam się przejść Gamla Stan (Stare Miasto) przynajmniej 3 razy i dodatkowo jeszcze jakieś przyległości (np. ulicę handlową, na której znaleźliśmy 5 sklepów H&M w promieniu 50m - weszliśmy do 4 z nich, aby się ogrzać i sprawdzić co jeszcze innego niż w poprzednich może tam być i, co ciekawe, zawsze się coś znalazło :) ).

No i ostatecznie wsiedliśmy z silną grupą Rosjan na prom Sztokholm - Turku. Tutaj, w celu obniżenia kosztów podróży, wybraliśmy najtańszą możliwą opcję kabiny. Nie wiem czy zdjęcia odpowiednio oddają jej rozmiar...łupinki orzecha. Dodatkową atrakcją były łazienki, w której znaleźliśmy po 2 kabiny WC i po 1 prysznicu na każdą z płci...do dyspozycji całego piętra (na oko jakieś 40 kabin 4-osobowych) !!! Co jeszcze ciekawsze ani wieczorem, ani rano nie napotkaliśmy tam żywej duszy...
Podróż umilała nam też myśl, że jesteśmy 3 pokłady niżej niż nasz samochód. To są te fragmenty statku, które jako pierwsze szczelnie zamknęli z ludźmi w środku jak tonął Titanic :) Odwiedziliśmy też "supertani" sklep bezcłowy i po raz pierwszy zatęskniliśmy za Polską (a przynajmniej naszymi cenami :) ).


Suma summarum dopłynęliśmy cało, zdrowo i z prawie wszystkim co planowaliśmy zabrać. Podróży nie przeżyły tylko warzywa, zdaje się, że dwukrotne zamarznięcie i odmarznięcie im nie pomogło za bardzo, ale liczyliśmy się z tym. Zresztą nie było ich zbyt dużo.

Czytaj dalej...